Daily Grind

Daily Grind

Young Thug – Punk

Mam głęboki szacunek do hip-hopu lat 90-tych i nie lubię robić niemożliwych porównań pomiędzy starym, a nowym pokoleniem, bo dzielą je kontynenty, tak Young Thug jest osobiście jednym z moich ulubionych raperów, do którego mógłbym wracać codziennie, nigdy się przy tym nie nudząc. Przez długi czas rap nie był w stanie wyjść poza dwie wielkie lokalizacje – Nowy Jork i Los Angeles. Na początku lat dwa tysiące rzeczy zaczęły się zmieniać, kiedy artyści tacy jak Kanye West czy Lil Wayne zaczęli łamać kody i granice, chociaż każde miejsce miało swoją kulturę i zasady. Nowi słuchacze rapu zainteresowali się bardziej różnorodnymi  rzeczami, a newcomerzy wprowadzali zgodnie z duchem kolejne zmiany. Kiedy w tamtym czasie pojawiła się Święta Trójca Trapu, Gucci Mane, T.I. i Young Jeezy, którzy również pozostawili po sobie pokaźne dziedzictwo, wciąż istniała duża rozbieżność opinii, pomiędzy zatwardziałymi purystami, a nowymi słuchaczami, dziewiczy trap walczył o wybicie się, choć już zaczynał zasiewać swoje ziarno. Ostatecznie ewolucja rapu znacznie przyspieszyła pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, kiedy internet otworzył drzwi do nieskończoności, przekształcając rap na zawsze i oferując wielu artystom z całego świata dostęp do robienia tego, co chcieli. Trzeba zaznaczyć, że bez tej ewolucji tacy raperzy jak Young Thug nigdy nie mogliby zaistnieć i przetrwać w poprzednich dekadach, nie dlatego, że nie miał do tego wystarczająco dużo talentu, ale dlatego, że ludzie by go nie zaakceptowali, a on nie był na to gotowy. Czyli konkretnie chodzi o to, że bez André 3000, Kanye Westa, Lil Wayne’a i wszystkich „pionierów” świętej trójcy trapu, ekstrawagancja i melodie obecne w szczególności w rapie mogłyby nie istnieć (jednocześnie przed chwilą wymieniłem główne wpływy Thuggera). Elastyczny głos Thuga stał się jednym z najbardziej unikalnych dźwięków w hip-hopie drugiej połowy poprzedniej dekady i pomimo okazjonalnych prób naśladowania go (najlepszy przykład: Lil Uzi Vert na „XO TOUR Llif3”), nikt nie posunął się do takich skrajności, jak Young Thug, od wypaczania niezobowiązujących melodii po przechodzenie jego głosu w otrzeźwiający martwy ciąg.

P*NK to drugi studyjny album Young Thuga. Odwlekany w nieskończoność, bogaty w utwory rewolucyjne stylistycznie. Nie jest to album tak udany jak poprzednie, choć i tak muszę pochwalić ogromny skok w jego dyskografii i odwagę nazwania tego swoją nową tożsamością artystyczną. Powolne zgrzytanie gitarowych melodii i wokalna giętkość, imponujący braki pętli perkusyjnych i tradycyjny popowym songwriting. Niestety, Thug pozwala, by przeszkodził mu rutynowy trapowo-gwiazdorski sznyt. Nie jest to tak dziwaczne i idiosynkratyczne jak “Whole Lotta Red”, czy artystycznie pełne jak “Donda”, ale nie mogę zapomnieć o najważniejszych momentach i niesamowitym początku płyty; “Die Slow” doskonale nadaje ton (ten początkowy takt to najbardziej Young Thugowy tekst w historii), a “Stupid/Asking” zdecydowanie oddaje klimat „Beautiful Thugger Girls”. Pod siódmy indeksem znajduje się największy banger i mój faworyt, “Rich N Shit” z najbardziej Pierre’owskim bitem od dłuższego czasu. Przypomina mi on niektóre rzeczy z  “Hacked My Instagram”, mojego ulubionego kawałka Pierre’a. Całość jest wzbogacona świetnymi linijkami, zwłaszcza od Juice’a. Po tym punkcie dostajemy serię piosenek, które moim zdaniem są dość przeciętne, poza “Insure My Wrist”, które jest niezłe. Po dojściu do “Faces” wszystko wraca na właściwe tory z wyjątkiem “Icy Hot”, które obok “Livin It Up” (to jest najbardziej skręcająca próba hitu jaką usłyszałem w tym roku). Rocky brzmi niezręcznie pracując nad hookiem w swojej zwrotce. Cała rzecz jest po prostu okropna) jest najgorszą piosenką na płycie. Niestety, im dalej w głąb płyty, tym coraz mocniej uświadamiamy sobie, że temu albumowi naprawdę brakuje tej samej osobowości i pasji wokalnej, co w “BTG”.  Mam jeszcze jedno głośne ale: wokale i bity brzmią naprawdę rozbieżnie w wielu utworach, a głośność jest zbyt niska na każdym kroku. W niektórych utworach bity są naprawdę ciche. Smutno to widzieć, bo to łamie wiele spójności na płycie. Jest to też bardzo nietypowe dla krążków Thuga. Każdy projekt, który wydał przez ostatnie 6 lat nie miał w zasadzie żadnych problemów z miksowaniem, jak na moje ucho.

Dwoistość tego projektu bardzo mnie dezorientuje. Wygląda na to, że Thug miał wizję i brzmienie tego albumu, a potem przez wiele utworów -wypełniaczy – wyprowadził całość w innym kierunku. Intro jak i sam początek płyty doskonale pokazuje, czym w moim odczuciu Thug chciał, żeby ten projekt był. „Punk”, mimo że pozycjonowany jako album komercyjny, w ogóle nie zasługuje na to miano – to czysty mixtape z mnóstwem wypełniaczy, różnych, często źle skonstruowanych pomysłów, choć miejscami z przebłyskami, ale w sumie to szalony bałagan, gdzie nawet mastering i miks na poszczególnych utworach jest zupełnie inny – teatr absurdu i zarozumiałości, który nie zasługuje nawet na połowę swojego czasu antenowego. Ale to nie czyni go obrzydliwym – po prostu zrównuje jednego z liderów współczesnej sceny rapowej do jej słabszych „dzieciaków” i jeśli Ci to odpowiada – słuchaj i ciesz się tym, ale ja osobiście nie będę. Mogę też nie mieć racji i może my wszyscy powinniśmy po prostu pozwolić Thugowi być Thugiem, on zawsze będzie na swoim własnym torze, przesuwając granice gatunku.

 

Tekst: Grzegorz Kempiński

Hard in the crypto

Wykładnicze tempo rozwoju technologii oraz trwające od blisko 10 lat szaleństwo wokół Blockchain’a i kryptowalut zrodziło masę nowych okoliczności biznesowych, pozwoliło wielu gałęziom gospodarki wejść na dotąd nieznane im tereny, a mnóstwo ludzi dorobiło się w ten sposób niemałej fortuny.

Od jakiegoś czasu w świecie kryptowalut bardzo głośno jest o NFT – Non Fugible Token, co po krótce oznacza niezamienny token, czyli unikatowy zasób cyfrowy oparty o łańcuch blokowy kryptowaluty Ethereum (dopuszczalne są też inne waluty). Jego wartość jest niepowtarzalna, a co również istotne – nie sposób go skopiować oraz nie można go przenosić bez zgody właściciela. Te cechy w akompaniamencie wspaniałej, wciąż nie do końca zbadanej natury zdecentralizowanych rejestrów, dały możliwość wszelkiej maści twórcom cyfrowym i artystom, spróbowania dodatkowego sposobu monetyzacji swojej twórczości. Daje im to niezależność, dzięki czemu nikt nie może wpłynąć na formę dzieła, a brak pośredników ma pozwalać na większą transparentność no i przede wszystkim pozwala więcej zarobić.

Jak dobrze wiemy, w świecie rapu nie brak obrotnych i przedsiębiorczych postaci, dlatego nie trzeba było długo czekać, aż ktoś z branży zacznie działać w tej materii. Do tej pory udało mi się znaleźć informacje o tym, że swoje NFT wypuścili tacy artyści jak Tory Lanez, który udostępnił  na jednej z platform swoje niepublikowane utwory – wyprzedały się one w 5 minut za kwotę 350 tysięcy dolarów. 2 Chainz, Lil Baby, Quavo i Jack Harlow z okazji niedawnego NBA All Star Weekend udostępnili swoje kolekcjonerskie piłki do kosza również w postaci tych wspaniałych, cyfrowych aktywów. Soulja Boy – człowiek, który zawsze przejawiał zainteresowanie nowymi technologiami wydał swoje NFT „Crank That”. W kwestii tej zaczęli również działać artyści tacy jak Wu Tang Clan, Akon, Lil Yachty, Lil Pump, The Weeknd, Ja Rule, Azealia Banks, Snoop Dogg, czy Post Malone.

Zrealizowano również bardzo ciekawy projekt w postaci pięknych, wirtualnych masek MF DOOM’a stworzonych w technologii Augmented Reality, a słynny talk show Saturday Night Live, chcąc wytłumaczyć zjawisko szerszej publiczności, podczas jednego z programów wyemitował skecz wykonany przez Petera Davidsona i Chrisa Redd’a, będący przeróbką Without Me Eminema (na końcu swoje cameo ma Jack Harlow 🙂 )

Okazuje się, że prawdopodobnie najgrubiej zagrał Waka Flocka Flame – jeden z najprawdziwszych gości w grze (w jednym z wywiadów wprost przyznał, że przez całą karierę wiedział, że jest słabym raperem :D), który odkąd nieco odpuścił muzykę, skupił się na edukacji i poznawaniu nowych dla niego aspektów życia w biznesie i szeroko rozumianym rozwoju. Niedawno dostał honorowy doktorat w zakresie filantropii i humanitaryzmu oraz podobno zaczyna studia ekonomiczne.

Big Homie Flocka raczej się nie patyczkuje i startuje nie z jedną a dwiema platformami NFT – Trap NFT oraz ruszającą już dziś – 6 kwietnia Satoshi Art (tutaj jest chyba tylko inwestorem), gdzie zainteresowanie jest tak duże, że twórcy zmuszeni zostali do przyjmowania użytkowników partiami zgodnie z kolejnością zgłoszeń.

Satoshi będzie marketplace’m, który wyróżniać ma to, że dla użytkowników z pierwszego rzutu nie będą naliczane prowizje takie jak gas fee i mint fee, które odpowiednio oznaczają opłatę za energię wymaganą do „wybicia” coina oraz opłatę za samo „wybicie”.

Ruchy Flock’i nie są przypadkowe, już kilka lat temu przejawiał żywe zainteresowanie kryptowalutami, swego czasu zainwestował w (niestety nieudany) projekt zwany troptoin, a zapytany o to jak doszło do tego, że ma takie zajawki mówi:

Niggas around me always call me a gangsta nerd, because I always fuck with like, video game niggas. I always fuck with people like that. I’m like, ahead of the curve in the hood. I love the internet. If you think about it, my whole career, I never marketed mainstream. Lately my career is all internet. From the Waka campaign, to the Waka memes. So I recognize the internet and I saw the internet currency, and shit you know I’m all for that.

Warto również wspomnieć o polskim akcencie w świecie rapu i NFT – jakiś czas temu swoją pracę upamiętniającą Mac Millera za 0.25 ETH sprzedał Szejku – autor wielu znanych i lubianych okładek i artów dla choćby takich artystów jak Freddie Gibbs czy Wiz Khalifa.

A czy Wy macie jakieś doświadczenie z kryptowalutami i NFT?